Jako doświadczona rozwódka udzielałam dziś na długiej przerwie porad z kategorii”jak sobie radzić po rozwodzie?”
Ja już przeszłam swoje i chyba zaczynam się odradzać.
Nigdy nie chciałabym być na samym początku nowego, samotnego życia.
Sekretarka z naszej szkoły, właśnie w tym newralgicznym punkcie się znajduje i poprosiła mnie o rozmowę.
Kobieta sama nie wie czego chce.
Wyprowadziła się od męża do swoich rodziców, przygarnęła pod dach nowego kochanka i marzy o stabilizacji życiowej z byłym mężem….
Czy ktoś to rozumie?
Ja na pewno nie!
Jak pomóc komuś, kto zupełnie nie wie, co robi? Przecież ona nawet nie wie jak się gra w literaki, a co dopiero co to jest anagramator
Poradziłam jej, by przez kilka chwil postarała się być sama.
Tak zupełnie sama, z samą sobą!
Żeby nie musiała kontaktować się z byłym…
No i na jakiś czas powinna też pozbyć się nowego lowelasa…
Z tym będzie chyba gorzej, bo dziewczyna zupełnie nie widzi, że zmieniła siekierkę na mierny badylek…
Ledwo złapałam oddech i wróciłam do pokoju nauczycielskiego, gdzie w obiegu była kartkówka z historii mojego ucznia.
Zaciekawiło mnie, co też spłodził ów uczeń i dlaczego moje koleżanki zanoszą się od śmiechu, więc czytam….
”1.Co to jest półkolonia?
Odp. Półkolonia to jest wtedy, gdy mama w ferie każe iść do szkoły i twierdzi, że tam jest bardzo fajnie, ale tam nie ma wcale fajnie. Nienawidziłem chodzić na półkolonie”
Abstrahując od tego, że historyczce nie chodziło o takie półkolonie, to biedne dziecko musi mieć niesamowitą traumę z tego powodu.
Pod drugim pytaniem odpowiedź brzmiała:
” Nie mam pojęcia”,
więc na czerwono widniało gigantyczne „ndst!”.
Jakoś żal mi się zrobiło dziecka, bo przecież, jak on skończy tę podstawówkę?
Kiedy wychodziłam ze szkoły, Krzysiek przed wejściem czekał na mnie w swojej Megance. 
Poczułam wówczas, jak wszystkie troski tego świata właśnie mnie opuszczają.
Czekała mnie miła rozmowa przy kawie i jego bajeczne orzechowe spojrzenie, które po prostu ubóstwiam…..








